![]() |
||||||||
![]() Edycja 2009 Wrocław Industrial Festival grubą linią odcięła się od jakichkolwiek neofolkowych pierwiastków. Pozostawiło to w moich uszach niedosyt, na temat którego nie będę już później dywagował, dlatego wspominam o tym na początku ;o) W piątkowy wieczór, ludzi tłocznie zapełniających Salę Gotycką powitał projekt Akimbo, tworzony przez muzyków i działaczy kulturalnych zza naszej południowej granicy. Członkowie Akimbo są jednocześnie organizatorami Sumperk Industrial Festival. Koncertu tego nie udało mi się zobaczyć, więc ciężko napisać mi coś więcej. Ilussion Of Safety – o proszę! Piękny pomysł na pobudzenie apetytu tłumnie zebranej publiki. Ten jednoosobowy projekt zaprezentował szerokie spektrum dźwięków z totalnie różnych półek muzycznych - rockowe szlagiery połamane industrialnym hałasem, który po jakimś czasie okazują się… rzężeniem przesterowanych gitar. Pociągające szaleństwo. ![]() Może w trosce o nasze nerwy, na scenie pojawił się Savage Republic. Ten amerykański zespół już wielokrotnie gościł w naszym kraju. Ja miałem jednak okazję zobaczyć go i usłyszeć pierwszy raz. I zespół zrobił na mnie naprawdę pozytywne wrażenie. Savage Republik to rzeczywiście dobre, progresywne granie. A jako że od lat jestem fanem „młodszego muzycznego brata” z naszej strony oceanu – Mogwai - Savage Republic wypełniło mi dziurę muzyczną w prog-rockowym graniu. Przeciągłe pasaże przeradzające się w nigdy nie kończące się psychodeliczne outra to coś, co lubię najbardziej ;o) Brighter Death Now. Roger Karmenik rozpoczął koncert utworem „Innerwar” i… rozpętała się wojna. Atmosfera jak na koncercie black metalowym. Karmenik co chwila schodził do publiczności, która pod sceną rozkręciła ostre pogo, dawał ludziom mikrofon by darli się razem z nim, lał się z nimi po pyskach - aż ktoś przesadził i Rogerowi spuchła wara... No cóż, nie każdy potrafi zachować się na koncercie, a widać było wiele osób przypadkowych, nie odnajdujących się w danym miejscu i czasie, bądź źle odbierających przekaz zespołu. Chylę czoła przed mistrzem! Do rzadkości u muzyków takiego formatu należy taka relacja z publiką! Usłyszeć „I hate you”, „Payday” czy „I wanna die” na żywo było czymś cudownym. ![]() ![]() ![]() Jako drugi zaprezentował się francuski Flint Glass, czyli projekt Gwenna Tremorina, założyciela znanego Brume Records. Dobry i rytmiczny koncert. Marszowy rytm podłożony pod długie, klawiszowe pasaże przypominał mi wrocławską Job Karmę. Pojawiły się wreszcie cięższe klimaty. Najwyższy już czas, ludzie wyraźnie tego oczekiwali. Knifeladder. Salą (i publicznością) zawładnęły opętańcze krzyki i melorecytacje prowadzone przez rytualne dźwięki. Efektu dodawało użycie ludowych instrumentów. Powietrze aż zgęstniało bądź to od okultystycznych mocy, bądź od papierosów palonych w ukryciu gdzieś po kątach. Rolą kapłana tej ceremonii obarczyć można Johna Murphy’ego - żywą legendę. Łatwiej wymienić projekty, w które się nie angażował, niż te przy których maczał swoje palce. ![]() Już na koncercie Mona Mur widoczne było jak przerzedziło się gremium zebrane w Sali Gotyckiej. Ci najwytrwalsi czekali jednak na koncert gwiazdy wieczoru. Psychic TV miało dać pierwszy koncert w Polsce. Miał on się odbyć już dwa lata temu, jednak z powodu bardzo niemiłych okoliczności (śmierć żony Orridge’a) część trasy została odwołana, dlatego z wielką aprobatą powitano informację o ich występie na WIF. Gdy wreszcie weszli na scenę na wielu twarzach zarysował się wyraz ulgi wiedząc już, że koncert wreszcie się odbędzie. Na mojej twarzy pojawił się szeroki uśmiech oraz błysk w oku, gdy zobaczyłem Genesisa P-Orridge’a, wyglądającego jak tania, stara lampucera szukająca namiastki zainteresowania krążąc po obskurnych zakamarka Dworca Głównego. Chyba się zakochałem. Zespół zabawiał nas bardzo długo. Wydaje mi się że około dwóch godzin . Dając wiarę muzykom, to ich ostatnia trasa. Przygotowali więc fanom naprawdę gorące pożegnanie. Mimo iż muzycy sprawiali wrażenie ospałych i biernych, to występ podobał mi się. Miło było usłyszeć tego wieczoru „Hookah Chalice” w trakcie którego muzycy zdążyli zejść ze sceny, napić się i wrócić by dokończyć utwór. Jak na mistrzów przystało, zrobili to z klasą ;o) ![]() ![]() ![]() ![]() Mark Nox 19.11.2009 p.s. Podziękowania dla Sylwii Partyki i Tomka Reichelta. Toast za Naszych Drogich Przyjaciół, bez których już drugi rok przychodzi nam spędzać ten festiwal... ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ------------------------------------------------------------------------------------------------ więcej informacji: frett@jobkarma.pl www.industrialart.eu/festival www.industrialart.eu www.myspace.com/wroclawindustrialfestival |
||||