Apostazja -amgazyn muzyczny


wif2009.jpg - 88220 Bytes







Edycja 2009 Wrocław Industrial Festival grubą linią odcięła się od jakichkolwiek neofolkowych pierwiastków. Pozostawiło to w moich uszach niedosyt, na temat którego nie będę już później dywagował, dlatego wspominam o tym na początku ;o)

W piątkowy wieczór, ludzi tłocznie zapełniających Salę Gotycką powitał projekt Akimbo, tworzony przez muzyków i działaczy kulturalnych zza naszej południowej granicy. Członkowie Akimbo są jednocześnie organizatorami Sumperk Industrial Festival. Koncertu tego nie udało mi się zobaczyć, więc ciężko napisać mi coś więcej.

Ilussion Of Safety – o proszę! Piękny pomysł na pobudzenie apetytu tłumnie zebranej publiki. Ten jednoosobowy projekt zaprezentował szerokie spektrum dźwięków z totalnie różnych półek muzycznych - rockowe szlagiery połamane industrialnym hałasem, który po jakimś czasie okazują się… rzężeniem przesterowanych gitar. Pociągające szaleństwo.



Gerechtigeits.jpg - 43572 Bytes


GERECHTIGKEITS LIGA




Po I.O.S. na scenie pojawiło się trzech Niemców z Gerechtigeits Liga – pociągającego szaleństwa ciąg dalszy? W znacznie bardziej bezkompromisowej formie – opętańczy, rytualny wokal rodem z płyty „Dogs Blood Rusing”, wiadomego telemicznego zespołu. Silne echo nałożone na wokal oraz przeszywający wnętrzności noise wzmagał uczucie przytłoczenia, tak sprawnie wywołane przez muzyków. Do tego wszystkiego surowy rytm wybijany na perkusji, echem odbijający się po Sali, niczym tempo wybijane na galerach, odczuwalne na skórach galerników. Efekt osiągnięty. Po koncercie odwiedziłem stronę myspace GL. Jako swoją inspirację wskazują Emila Ciorana – „cioranizm” jest wyraźnie wyczuwalny w ich muzyce, choć nie przyszło mi nigdy do głowy by rozpatrywać przemyślenia filozofa w kontekście tej gałęzi sztuki.

Może w trosce o nasze nerwy, na scenie pojawił się Savage Republic. Ten amerykański zespół już wielokrotnie gościł w naszym kraju. Ja miałem jednak okazję zobaczyć go i usłyszeć pierwszy raz. I zespół zrobił na mnie naprawdę pozytywne wrażenie. Savage Republik to rzeczywiście dobre, progresywne granie. A jako że od lat jestem fanem „młodszego muzycznego brata” z naszej strony oceanu – Mogwai - Savage Republic wypełniło mi dziurę muzyczną w prog-rockowym graniu. Przeciągłe pasaże przeradzające się w nigdy nie kończące się psychodeliczne outra to coś, co lubię najbardziej ;o)

Brighter Death Now. Roger Karmenik rozpoczął koncert utworem „Innerwar” i… rozpętała się wojna. Atmosfera jak na koncercie black metalowym. Karmenik co chwila schodził do publiczności, która pod sceną rozkręciła ostre pogo, dawał ludziom mikrofon by darli się razem z nim, lał się z nimi po pyskach - aż ktoś przesadził i Rogerowi spuchła wara... No cóż, nie każdy potrafi zachować się na koncercie, a widać było wiele osób przypadkowych, nie odnajdujących się w danym miejscu i czasie, bądź źle odbierających przekaz zespołu. Chylę czoła przed mistrzem! Do rzadkości u muzyków takiego formatu należy taka relacja z publiką! Usłyszeć „I hate you”, „Payday” czy „I wanna die” na żywo było czymś cudownym.



bdnwif2009.jpg - 23944 Bytes


Roger Karmanik / BRIGHTER DEATH NOW




Wróciłem w połowie Soisong. Otoczka, którą stara się stworzyć projekt wokół siebie przerasta jednak wartość. Oczywiście, nie mogę odmówić zaangażowania Christophersonowi. Jednak to jego osoba - człowieka-legendy stanowi o wartości projektu. Oczywiście, wizualizacje były bardzo dobrze zgrane z muzyką. Same penetracje dźwięków również na wysokim poziomie. Jednak to wszystko tylko echa Coil, tak wyraźnie słyszalne w twórczości The Threshold Mouse Boys Choir (solowym projekcie Christophersona) czy podążającego tym tropem Soisong. Koncert ten odebrałem jako namiastkę ducha Coil, którego nigdy nie udało mi się zobaczyć. Coil jak i ducha ;o)



6282.jpg - 22914 Bytes


SOISONG




Naevus. Tu powinienem napisać dużo, a zrobię inaczej. Czemu? Bardzo lubię ten zespół. Widziałem go już wcześniej na scenie i spodziewałem się co najmniej takiego samego wrażenia. Tymczasem było smętnie i monotonnie. Z czystym sumieniem oddaliłem się tam, gdzie otoczył mnie dym papierosowy.



nwif2009.jpg - 25330 Bytes


Lloyd James / NAEVUS




Sobota rozpoczęła się mocnym akcentem w postaci trójmiejskiego Prawatt. Eksperymentalne dźwięki tego ciekawego trio robiły wrażenie biorąc pod uwagę fakt wykorzystywania przez nich wyłącznie analogowych instrumentów. Mocny akcent stanowiły silne drony podszywające wokale towarzyszące pierwszym utworom.

Jako drugi zaprezentował się francuski Flint Glass, czyli projekt Gwenna Tremorina, założyciela znanego Brume Records. Dobry i rytmiczny koncert. Marszowy rytm podłożony pod długie, klawiszowe pasaże przypominał mi wrocławską Job Karmę.

Pojawiły się wreszcie cięższe klimaty. Najwyższy już czas, ludzie wyraźnie tego oczekiwali. Knifeladder. Salą (i publicznością) zawładnęły opętańcze krzyki i melorecytacje prowadzone przez rytualne dźwięki. Efektu dodawało użycie ludowych instrumentów. Powietrze aż zgęstniało bądź to od okultystycznych mocy, bądź od papierosów palonych w ukryciu gdzieś po kątach. Rolą kapłana tej ceremonii obarczyć można Johna Murphy’ego - żywą legendę. Łatwiej wymienić projekty, w które się nie angażował, niż te przy których maczał swoje palce.



kwif2009.jpg - 32884 Bytes


John Murphy / KNIFELADDER




Mona Mur & En Esch długo kazali na siebie czekać lecz wytrwali dostali naprawdę mocny koncert. Zainteresowałem się postacią Mony po tym, gdy w moje łapska wpadła epka „Jeszcze Polska” z bardzo śmiałą, nowofalową interpretacją naszego hymnu. Napomnę, iż płyta wyszła w Niemczech w 1982 roku. Mona to kobieta pełną piersią, ale przy tym twardsza od niejednego faceta chowającego się w trakcie jej koncertu gdzieś wśród wegetariańskich posiłków. Świetny występ i ogromna energia udzielająca się publiczności mimo późnej godziny.

Już na koncercie Mona Mur widoczne było jak przerzedziło się gremium zebrane w Sali Gotyckiej. Ci najwytrwalsi czekali jednak na koncert gwiazdy wieczoru. Psychic TV miało dać pierwszy koncert w Polsce. Miał on się odbyć już dwa lata temu, jednak z powodu bardzo niemiłych okoliczności (śmierć żony Orridge’a) część trasy została odwołana, dlatego z wielką aprobatą powitano informację o ich występie na WIF. Gdy wreszcie weszli na scenę na wielu twarzach zarysował się wyraz ulgi wiedząc już, że koncert wreszcie się odbędzie. Na mojej twarzy pojawił się szeroki uśmiech oraz błysk w oku, gdy zobaczyłem Genesisa P-Orridge’a, wyglądającego jak tania, stara lampucera szukająca namiastki zainteresowania krążąc po obskurnych zakamarka Dworca Głównego. Chyba się zakochałem. Zespół zabawiał nas bardzo długo. Wydaje mi się że około dwóch godzin . Dając wiarę muzykom, to ich ostatnia trasa. Przygotowali więc fanom naprawdę gorące pożegnanie. Mimo iż muzycy sprawiali wrażenie ospałych i biernych, to występ podobał mi się. Miło było usłyszeć tego wieczoru „Hookah Chalice” w trakcie którego muzycy zdążyli zejść ze sceny, napić się i wrócić by dokończyć utwór. Jak na mistrzów przystało, zrobili to z klasą ;o)



ptvwif2009.jpg - 37259 Bytes



ptvwro.jpg - 42368 Bytes



ptvwro2.jpg - 37724 Bytes


PSYCHIC TV




Na zakończenie, o bardzo późnej godzinie (około 5 rano!) wystąpił Nihilista – żenujące, kompletnie nietrafione wystąpienie. Płaskie brzmienie gitary, tępe sample i pora dnia zrobiły swoje. Nihilista grał do przysłowiowego kotleta, czasami wchodził w publikę – jedyna rzecz z występu, która mi się podobała. Jednak i to nie było w stanie przykuć uwagi nielicznej publiczności. Wokalista wpadł więc na pomysł by ściągnąć spodnie i wsadzić sobie palce w tyłek. Zamiast Nihilisty na Sali Gotyckiej widziałbym Krew Z Kontaktu – rewelacyjny niedzielny występ w Centrum Reanimacji Kultury – noise’owy performance, do którego jako wizualizacja posłużył film w stylistyce gore z lat 80. W pewnym momencie jeden z muzyków odszedł od instrumentów i zaczął tańczyć disco. Jedna z najpiękniejszych rzeczy jaką widziałem przez ostatni miesiąc ? lub Kotel#26 – czeski projekt kunsztownie wykorzystujący elektryczne narzędzia, takie jaki pilarki, wiertarki , wkomponowując je w nietypowe aranżacje.

euranuswro.jpg - 35603 Bytes


ELECTRIC URANUS




Podsumowując – edycję tegoroczną uważam za naprawdę udaną, zaproszone projekty w większości podtrzymywały wysoki poziom wydarzenia jak i jego organizacji. Naprawdę miło obserwować jak festiwal takiego formatu rozwija się z roku na rok i to na naszym własnym podwórku. Co jeszcze zobaczymy na WIF w nadchodzących latach? Pewnie przebiega ta myśl przez Wasze głowy. Ja życzę nam wszystkim Throbbing Gristle.

Mark Nox
19.11.2009


p.s. Podziękowania dla Sylwii Partyki i Tomka Reichelta. Toast za Naszych Drogich Przyjaciół, bez których już drugi rok przychodzi nam spędzać ten festiwal...



crk.jpg - 30362 Bytes



con_infi.jpg - 46441 Bytes



m_g.jpg - 26994 Bytes



sylwiawif.jpg - 36021 Bytes



infimarksylwia.jpg - 39830 Bytes



hanswif.jpg - 22865 Bytes



infiwro.jpg - 35265 Bytes












------------------------------------------------------------------------------------------------

więcej informacji:

frett@jobkarma.pl


www.industrialart.eu/festival
www.industrialart.eu
www.myspace.com/wroclawindustrialfestival