![]() |
||||||||
![]() GROBBING THRISTLE to projekt z Poznania. Ich debiut "Hidden Strategies" wydany przez Beast Of Prey to jedna z ciekawszych i oryginalniejszych polskich płyt 2009 roku. Nawiązując do różnych estetyk zespół tworzy bardzo eklektyczne i tajemnicze zarazem dźwięki. Zapraszamy do wywiadu przeprowadzonego z Radkiem Dziubkiem. ![]() 1. Na początek może klasycznie. Czy możesz opowiedzieć o początkach Grobbing Thristle? Radek Dziubek: Początkiem GT był koniec, a właściwie moment rozejścia się kolejnego składu Blimp. Po nieudanej próbie zbudowania w miarę stabilnego składu odłożyłem po prostu Blimp na później. I ta przerwa trwa już w sumie 7 lat. W wolnych chwilach, których wtedy miałem jeszcze całkiem sporo, zacząłem kombinować z inną, bardziej złożoną i zdecydowanie bliższą mi estetycznie muzyką. Postanowiłem nagrać coś bliższego moim największym muzycznym inspiracjom: Throbbing Gristle, Brian Eno, Ike Yard, Cabaret Voltaire, This Heat, Dome, wczesne 23 Skidoo… To oczywiście dość luźno potraktowane, ale bardzo ważne dla mnie punkty odniesienia. Od początku założyłem również, że będzie to materiał, do którego zaproszę kilka zaprzyjaźnionych osób. Pewne piętno na płycie odcisnęła też moja późniejsza praca nad muzyką do spektaklu szwajcarskiego performera i tancerza Yanna Marussicha. To zbliżony rodzaj emocji. 2. Wasz debiutancki album „Hidden Strategies” zrobił na mnie bardzo dużo wrażenie. Czy możesz powiedzieć jak powstawała ta płyta? Ile czasu zajęło Wam kompletowanie całego materiału? Radek Dziubek: Płyta powstawała w warunkach mocno partyzanckich: wszystko, łącznie z głosami i gitarami zostało nagrane w warunkach domowych. Część wokali zarejestrowaliśmy za pomocą zwykłego analogowego dyktafonu, który jak się okazało miał ogromny wpływ na „dźwiękowy design” materiału. Wszystkie sesje, łącznie z masteringiem trwały w sumie dość długo – 3-4 lata; nie miałem jednak żadnych czasowych ciśnień i materiał powstawał w wolnych chwilach między pracą, imprezowaniem, słuchaniem, oglądaniem i czytaniem. W tak zwanym międzyczasie moje prywatne życie zmieniło się diametralnie. Pojawiły się nowe obowiązki, a wolny czas skurczył się. Najpierw swoje partie gitar do przygotowanych przeze mnie podkładów dograł Łukasz z Kristen. Nieco później Magda przyniosła nagrane na dyktafon wokale, następnie Waldek dograł kolejne partie gitar, a na koniec Monika dośpiewała i dograła resztę. Później mielenie wszystkiego w moim laptopie, mastering w Berlinie i… długie poszukiwania wydawcy, który odważyłby się wydać ten niełatwy w sumie materiał na CD. 3. Moim zdaniem jedną z ciekawszych rzeczy na „Hidden Strategies” jest użycie głosu. Wprowadza on bardzo intrygującą atmosferę. Czy nie myśleliście, żeby udostępnić Wasze teksty czy raczej traktujecie wokal jak kolejny „instrument”? Radek Dziubek: Odpowiedź na Twoje pytanie zawiera się właściwie w jego ostatnim zdaniu: głos traktujemy jako kolejny instrument. Teksty oczywiście nie są nieistotne, jednak przede wszystkim zależało mi, aby ich specyficzne potraktowanie, powtarzalność krótkich fraz – czasem do granic wytrzymałości, wprowadzały lekko paranoiczny, duszny i nieco odrealniony klimat. Byłem w tamtym czasie pod dużym wrażeniem poezji konkretnej, która nadała słowom zupełnie inny, bardziej „muzyczny”, rytmiczny kontekst, a właściwie zredukowała ich pierwotny sens otwierając tym samym możliwość tworzenia własnych, prywatnych skojarzeń. Chciałbym, aby nasze teksty, zamknięte często w krótkie, powtarzalne komunikaty były obierane i działały podobnie, choć będzie to zapewne tylko moje niespełnione życzenie. 4. Debiut Grobbing Thristle nosi tytuł „Hidden Strategies”. Czym są te ukryte strategie? Jaki jest w ogóle odzew na Wasz album? Radek Dziubek: Zależało nam, aby każdy utwór wywoływał u słuchacza sukcesję zbliżonych emocji. Użyliśmy świadomie w kilku fragmentach specyficznych częstotliwości i dźwięków oddziałujących na percepcję. To właśnie te „ukryte strategie”. Bardzo ważnym elementem naszej muzyki jest jej „sonorystyczny” wymiar. Stąd świadoma rezygnacja z formuły piosenkowej i skupienie na dźwiękach. Choć istnieją również wersje bliższe „piosence”. Kto wie, może kiedyś ujrzą światło dzienne lub ktoś z moich posiadających te nagrania znajomych wrzuci je do netu… A odzew? W naszym kraju, gdzie szczytem odjazdu jest młodzieżowy, przewidywalny „indie rock”, a najbardziej awangardowym zespołem jest dla większości Radiohead, odzew jest właściwie żaden. Zresztą w sumie nie dziwi mnie to za bardzo i nie spodziewałem się, że będzie inaczej. Jaki background, taki odzew. U nas nie ma silnych tradycji i mediów związanych z poszukującą i odważną muzyką. Mimo wszystko szkoda. 5. Waszą płytę wydał grudziądzki Beast of Prey. Jak trafiliście do Infamisa? Jak układa się współpraca? Radek Dziubek: Beast Of Prey było mi znane od dłuższego czasu. Szukając wydawcy rozmawialiśmy z kilkoma labelami, jednak tylko Wojtek jasno i bez żadnego kręcenia wyraził zainteresowanie naszym materiałem. Reszta albo nie chciała, bo zbyt trudne, albo zastanawiała się w nieskończoność, przez co gotowy materiał poleżał trochę w różnych szufladach. Do wydania materiału w BOP przekonały mnie również dwa wcześniejsze wydawnictwa Wojtka: Genetic Transmission i Hati. I jeszcze jeden plus BOP: zachodnia, dość dobra dystrybucja, bo nie oszukujmy się, w Polandii muzyka, którą proponujemy ma szansę zainteresować kilkadziesiąt osób. Na zachodzie wygląda to na szczęście inaczej. I cieszę się, że nasza płyta trafia również do dystrybucji, które mają w swoich katalogach choćby Current 93, Nurse With Wound, Organum czy Wolf Eyes. To zdecydowanie dobre, nobilitujące towarzystwo. A współpraca z BOP? Bardzo ok. Wojtek jest miłym, uczciwym i konkretnym facetem, który ma prawdziwą pasję, a na takich ludziach na ogół można polegać. 6. Czy jako GT planujecie koncerty? Jaki jest obecnie skład zespołu? Radek Dziubek: Tak, planujemy, ale co z tego planowania wyjdzie, nie wiem. Wiosna pokaże. Mamy problem czasowo-logistyczno-techniczny, ale może da się w końcu coś z tym zrobić… Wiesz, większość z nas ma już swoje lata, pracę, dzieci, różne zobowiązania i coraz trudniej znaleźć czas na wspólne muzykowanie. Nowy materiał robimy najprawdopodobniej w składzie 5-osobowym: dwa wokale, gitara, elektronika i perkusjonalia. Aczkolwiek może się to lekko zmienić. 7. Czy myślicie już o następcy „Hidden Strategies”? Radek Dziubek: Tak. Wszystko wskazuje na to, że późną wiosną ukaże się w Niemczech nasz split z zaprzyjaźnionym, niemieckim zespołem noise’owym, a potem zabieramy się za materiał na drugą dużą płytę. 8. Grobbing Thristle korzysta z wielu estetyk: noise, glitch, postindustrial itd. W jakim kierunku obecnie podążacie? Radek Dziubek: Korzystamy, a właściwie nawiązujemy do wielu estetyk. Słuchamy po prostu mnóstwa bardzo różnej, często bardzo odległej od siebie muzyki, która chcąc nie chcąc przekłada się w jakiś sposób na muzykę, którą robimy. Wczoraj wieczorem słuchałem na przykład Vincenta Gallo, Sightings i Wolfgang Press, a rano, na zapęd i pobudzenie zapodałem sobie „In My Head” Black Flag. Działa niczym dobre espresso. Teraz leci wczesne A Certain Ratio. Nowe nagrania kontynuują w jakiś sposób to, co zaczęliśmy na „Hidden Strategies”. Przesunęły się jednak pewne akcenty. Na pewno będzie trochę mniej hałasu, więcej powietrza i przestrzeni, pojawi się również więcej korzennego i wyraźniej zaakcentowanego rytmu. ![]() 9. Skąd u Was taka przewrotność, żeby „modyfikować” nazwę Throbbing Gristle? Nie boisz się, że „ortodoksi” uznają to za herezję? Radek Dziubek: Nie przewrotność ani chęć podpierania się legendą kierowała mną przy wyborze nazwy projektu. Ci, którzy mnie dobrze znają wiedzą, że mam mały odjazd na punkcie muzyki Throbbing Gristle i starej brytyjskiej, post-punkowej awangardy, na której się wychowałem w dużej mierze. Odwrócenie ich nazwy jest moim hołdem dla TG – jednego z najważniejszych zespołów w historii muzyki. Poza tym pomyślałem, że w sumie niewielu młodych ludzi słyszało w naszym kraju o TG, a powinni usłyszeć ich zdecydowanie. I dzięki naszej nazwie z pewnością do nich dotrą. Zresztą w momencie wyboru nazwy TG było właściwie martwe. Nie przypuszczałem, że rok później reaktywują się i nagrają jeszcze jakąś płytę. A „ortodoksami”, których już kilku się znalazło, zupełnie się nie przejmuję. To ich problem, nie mój. Wszelkie ortodoksje są mi obce, a więc obce są mi również skrajne, ortodoksyjne opinie, w których nie ma miejsc na minimum zrozumienia i jakąkolwiek dyskusję. A wystarczy przecież ruszyć głową w drugą stronę... W większości przypadków nazwa odbierana jest jednak ze zrozumieniem i sympatią, choć znaleźli się i tacy, którzy myśleli, że to jakieś jaja. 10. Radku, współtworzyłeś grupę Blimp (nazywaną przez dziennikarzy prekursorami postrocka w Polsce). Co sądzisz o obecnej kondycji post rocka? Czy uważasz, że ta muzyka „zjadła swój ogon”, czy ma się wciąż dobrze? Wymień proszę kilka albumów, które ostatnio zrobiły na Tobie wrażenie. Radek Dziubek: Właściwie nie słucham już z małymi wyjątkami takiej muzyki. Po latach muszę przyznać rację koledze Księżykowi, że zdecydowana większość płyt z tzw. „postrockiem” to nuda i męczący patos. A jeśli Twoje pytanie dotyczy kondycji polskiego postrocka, trudno mi będzie na nie odpowiedzieć. Poza starociami (Kryzys, Deadlock, „Nowa Aleksandria” Siekiery, Variete, Spear, Za Siódmą Górą) nie słucham właściwie polskiej muzyki. Śledzę, ale nie słucham. Nie mam na to czasu. Nie starcza mi go, aby posłuchać uważnie płyt, które są dla mnie naprawdę istotne. Z nowych rzeczy podoba mi się Hati, niezłe jest Monopium, Electric Uranus i nowe Za Siódmą Górą. Lubię też Mitch & Mitch, co niektórych zapewne zaskoczy nieco. Jak widzisz nie ma w moim muzycznym świecie miejsca na tzw. postrocka. Ale jeśli możemy mówić o Tortoise, że to wciąż zespół postrockowy, to owszem, podoba mi się ich ostatnia płyta. Moim skromnym zdaniem nie ma to jednak nic wspólnego z klasycznie pojmowanym postrockiem – formuła Tortoise jest dużo szersza. A jeśli chodzi o albumy, które zrobiły na mnie ostatnio wrażenie, to odsyłam zainteresowanych na nasz profil w MySpace. Jest tam dział rzeczy, których najczęściej słuchamy. Gdybym miał teraz wymienić kilka płyt, byłby to z pewnością ostatni Aethenor, „Fear Draws Misfortune” Cheer-Accident, „Manafon” Davida Sylviana, „Bitte Orca” Dirty Projectors, ostatni James Blackshaw, Leyland Kirby, Mountains, najnowszy Bill Callahan, Mothlite oraz Mi Ami. No i ostatnie Throbbing Gristle jest oczywiście bardzo ciekawe. 11. Pochodzicie z Poznania. Czy możesz zarekomendować jakieś ciekawe grupy, inicjatywy z waszego miasta? Radek Dziubek: Hmm... ciężko będzie. Nie udzielam się, nie jestem członkiem żadnej subkultury, żadnego towarzystwa, nie należę do żadnej organizacji. Nie kumpluję się z tymi, z którymi kumplują się wszyscy, nie popijam z tymi, z którymi popijać powinienem. Poza tym męczą mnie zadymione kluby, ale lubię i popieram w większości to, co robią znajomi z Kisielic. I nawet czasem tam zaglądam:) 12. Dzięki za wywiad. Czy chcesz dodać coś na koniec? Radek Dziubek: Dziękuję również. Szkoda, że nie porozmawialiśmy o polityce. Każda okazja, by dowalić Jarkowi Kaczyńskiemu jest dobra i należy z niej skwapliwie korzystać, co niniejszym czynię. A pomyśleć, że dzieckiem będąc uwielbiałem „O dwóch takich co ukradli księżyc”. I co z nich wyrosło? Małe, skundlone, nienawistne cyborgi. Piss off dziady! rozmawiał: Michał Majcher więcej informacji o zespole: www.myspace.com/grobbingthristle ![]() |
||||